Powrót do strony głównej POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ Powrót na stronę główną

Trzy po trzy

LIMANOWA, NOWY SĄCZ. Limanowianka w prokuraturze

   Prokuratura Okręgowa w Nowym Sączu postawiła trzy zarzuty likwidatorkom Spółdzielni Inwalidów ,,Limanowianka”: niedopełnienie obowiązków przy sprzedaży majątku tej firmy, działanie na szkodę wierzycieli i łamanie praw pracowniczych w sposób złośliwy. Śledztwo w tej sprawie prowadzone jest od kilku miesięcy. Akta postępowania składają się już z wielu tomów. Przesłuchano sporo osób.

   Ponad rok temu spółdzielnia będąca zakładem pracy chronionej, zatrudniająca ok. 270 osób, w tym większość - inwalidów, została decyzją walnego zgromadzenia postawiona w stan likwidacji. Trzy panie, które wcześniej stanowiły jej zarząd, zostały likwidatorkami. 20 grudnia 2001 r. sprzedały znaczną część majątku ,,Limanowianki" właścicielowi sądeckiej firmy ,,Igell”.

   To przedsiębiorstwo przejęło liczną grupę pracowników. Kilkudziesięciu z tych, którzy nie podjęli dalszego zatrudnienia, w sądzie dochodziło swoich wynagrodzeń, zasiłków, odszkodowań i wkładów z kasy zapomogowo-pożyczkowej.

   Prokurator prowadzący śledztwo trzem likwidatorkom postawił trzy zarzuty: niedopełnienie swoich obowiązków przy sprzedaży nieruchomości, maszyn i materiałów należących do ,,Limanowianki", działanie na szkodę wierzycieli spółdzielni oraz łamanie praw pracowniczych w sposób złośliwy.

   Zdaniem prokuratora, likwidatorki przekroczyły swoje uprawnienia i dopuściły do sprzedaży nieruchomości, ustalając niekorzystne warunki płatności. 20 grudnia 2001 r. podpisana została umowa notarialna z właścicielem firmy ,,Igell", który miał wpłacić 1 mln zł. Tego dnia - 300 tys. zł, a następnego - 700 zł. Pierwsza należność rzeczywiście została uregulowana, druga - już nie.

   3 stycznia 2002 r. reprezentujące „Limanowiankę” panie sprzedały temu samemu człowiekowi za 450 tys. zł maszyny z zakładu, mimo że wcześniej nie dopełnił on warunków poprzedniej umowy. Później zbyły też różne materiały za kilkanaście tys. zł. Ostatecznie na konto spółdzielni wpłynęło jeszcze zaledwie 150 tys. zł, czyli razem 450 tys. zł. A powinno - o milion zł więcej. Prokuratura uważa, że stało się tak wskutek niegospodarności likwidatorek. Ponadto zarzuca też im niezgodne z przepisami rozdysponowanie sumy 300 tys. zł - czyli działanie na niekorzyść wierzycieli, bowiem dwie firmy były preferowane kosztem innych. Podczas śledztwa ustalono też, że likwidatorki uzależniły w grudniu 2001 roku wypłatę części zaległych wynagrodzeń (po 600 zł) od wycofania od limanowskiego komornika wniosków o egzekucję należności. Doszło zatem do „łamania praw pracowniczych w sposób złośliwy”.

   - Likwidatorki nie przyznają się do zarzucanych im czynów - powiedział prokurator. - Uważają, że nie dopuściły się żadnych przestępstw. Podkreślają, że sprzedając nieruchomość same padły ofiarą nierzetelności, a tego nie mogły przewidzieć. Dlatego wystąpiły same na drogę sądową w stosunku do nabywcy nieruchomości. Twierdzą, że spółdzielnię do stanu likwidacji doprowadziły poprzednie zarządy „Limanowianki”. Teraz prokurator chce ustalić co było przyczyną znalezienia się tej firmy w tak złej sytuacji ekonomicznej. Ponadto wobec tych trzech osób zastosowaliśmy środek zapobiegawczy w postaci zawieszenia w czynnościach likwidatorek.

   Dodajmy, że Prokuratura Okręgowa prowadzi też śledztwo w sprawie firmy „Igell”. Istnieje podejrzenie, że jej kierownictwo przedstawiło nierzetelne informacje Państwowemu Funduszowi Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych dla uzyskania pomocy finansowej z programu „Szansa”.

Piotr Gryźlak

Źródło: Dziennik Polski - 21 października 2002 r.

http://dzisiaj.dziennik.krakow.pl/archiwum/n.cgi?data=2002/10.21

Powrót do strony głównej POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ Powrót na stronę główną