Powrót do strony głównej POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ Powrót na stronę główną

Redakcja „Gazety Krakowskiej”

    Dotyczy artykułu z dnia 5.10.2001 r. pt.: „Kogo wybiorą” i wywiadu z dnia 6.10. br. pt.: „Uratuję „Limanowiankę” autorstwa pana Henryka Szewczyka. - (Sprostowanie)

Niewiedza czy całkowita głupota?

                Zastraszająco wzrasta bezrobocie w Powiecie limanowskim, przyrost liczby bezrobotnych obserwowany jest przede wszystkim w kategorii osób, które jeszcze do niedawna posiadały pracę. Najtrudniejszą chyba sytuację mają ludzie najbiedniejsi, osoby niepełnosprawne, które mają szansę otrzymania pracy jedynie w zakładach otrzymujących dofinansowanie z budżetu państwa. W Limanowej dotychczas do liczących się na rynku należały Spółdzielnia Inwalidów „Limanowianka”, Zakład Pracy Chronionej w Limanowej i Firma „IMA” Zakład Pracy Chronionej w Limanowej. W dniu 3 października br. zarządzające Spółdzielnią „Limanowianka” trzy Likwidatorki - wg pana Rolanda Mielnickiego „trzy dzielne kobiety” niezgodne z obowiązującymi w tym zakresie przepisami, równoczesne zawiadomiły organizację związkową o rozwiązaniu spółdzielczej umowy o pracę bez wypowiedzenia i zarządziły wręczenie pracownikom pisma rozwiązującego tę umowę o pracę. Panie Likwidatorki bez uzgodnienia ze związkami zawodowymi jakichkolwiek kryteriów zwolnień rozpoczęły zwolnienia. Zakładowa organizacja związkowa po otrzymaniu zawia­domienia pracodawcy, ma czas na zgłoszenie umotywowanego zastrzeżenia w terminie 5-dniowym. Liczy się w dniach kalendarzowych, poczynając od dnia następnego, po dniu otrzymania przez zakładową organizację związkową zawiadomienia o zamierzonym wypowiedzeniu, a gdy koniec tego terminu przypada na dzień ustawowo wolny od pracy, upływa on dnia następnego. Zapomniały one również o pracownikach pod szczególną ochroną. Ponadto chyba zarządzający zapomnieli, że pracownicy wykonujący pracę nakładczą (tzw. chałupnicy) nie posiadają statusu pracownika, zatrudnionego na podstawie umowy o pracę, powołania, wyboru, lub spółdzielczej umowy o pracę... Ustawa, na którą powołują się Likwidatorki: - nie dotyczy osób wykonujących pracę na podstawie umowy o pracę nakładczą. (...). Nie zaznaczono tytułem, jakiej Ustawy... są zwalniani pracownicy, jak również brak w nim podania powodu, pełnego i prawidłowego pouczenia pracownika. Wszystko eliminuje równoczesne zawiadomienie organizacji związkowej o rozwiązaniu umo­wy o pracę i wręczenie pracownikom pisma rozwiązującego umowę o pracę. Poza tym brak jest także w tym informacji, że pracownicy, zwalniani w tym trybie, poza przysługującą im odprawą, otrzymają przy zwolnieniu jeszcze odszkodowanie w wysokości wynagrodzenia za ustawowy okres wypowiedzenia.

                Walne Zgromadzenie Członków Spółdzielni na swych dwóch zgromadzeniach opowiedziało się za likwidacją Spółdzielni tylko dlatego, że ówczesny Zarząd twierdził, że nie ma nikogo innego chętnego do przejęcia Spółdzielni oprócz firmy pana Jeża, poza tym pan Jeż obiecał zaraz po ogłoszeniu procesu likwidacji wszystkim pracownikom dalsze zatrudnienie oraz wypłatę zaległych wynagrodzeń. I tylko dlatego Walne Zgromadzenie Członków Spółdzielni podjęło uchwałę o likwidacji Spółdzielni. A gdyby nie obietnice pana Jeża nie doszłoby do likwidacji Spółdzielni. Tymczasem zamiast przejęcia wszystkich pracowników, jak było obiecane, zaczęły się masowe zwolnienia. Ludzie zostali oszukani przez ówczesny Zarząd Spółdzielni i pana Bogdana Jeża.

                Od czasu rozpoczęcia współpracy z firmą pana Bogdana Jeża ówczesny Zarząd Spółdzielni – obecne „trzy dzielne likwidatorki” zaprzestały całkowicie innej produkcji przez Zakład Odzieżowy, uzależniając się jedynie od zleceń tego pana.- Bogdana Jeża - właściciela firmy „Igell” w Nowym Sączu. Firma ta zalega naszej Spółdzielni z płatnościami, co napędza jeszcze większe długi. Poza tym cała produkcja Zakładu Odzieżowego jest wykonywana poniżej kosztów. Nasza Spółdzielnia dopłaca do produkcji zlecanej przez pana Jeża. Firma pana Bogdana Jeża zatrudnia około 12 osób + kilku uczni. Proszę mi odpowiedzieć, kto o zdrowym rozumie, jaki człowiek rozsądnie myślący uzależnia istnienie całej Spółdzielni od jednej firmy, choćby była w tej chwili w dobrej kondycji finansowej. Aby odpowiedzieć na to pytanie nie trzeba być ekonomistą, ani nie musi się mieć ukończonych studiów z zakresu zarządzania. Działania Zarządu doprowadziły do tego, iż zaczęli odzywać się wierzyciele, na których telefony i pisma nikt nie odpowiadał, dlatego zaczęli przyjeżdżać do Spółdzielni. Jednak nasz „ukochany zarząd” – „trzy dzielne panie”, albo uciekały z budynku, albo się zamykały w innym pomieszczeniu. Gdy wierzyciele dzwonili było podobnie jak stwierdził redaktor Dziennika Polskiego w artykule „Sto pozwów”: „kiedy telefonicznie usiłowaliśmy się umówić z  panią prezes, zawsze coś stawało na przeszkodzie. A to była zajęta, a to wyszła, a to nie można się było z nią połączyć.” Jednym z działań „reanimacyjnych” Spółdzielni jakie uczynili było zapewne zlikwidowanie dwóch numerów telefonicznych, oraz blokada wyjść numerów telefonów, w tym również z Działu Zaopatrzenia i Zbytu. Pewnie ktoś myśli zmniejszyły się koszty poprzez blokadę, nic podobnego. Pan Jeż twierdzi, że sprzedał na jakąś tam kwotę nasze wyroby, tylko nasuwa się pytanie po ile sprzedawał? Pracownicy, którzy kupowali nasze wyroby płacili dużo drożej. Po tej kwocie sami pracownicy by kupili dużo więcej. W opracowanej ofercie (przecena) zaakceptowanej przez Radę Nadzorczą ceny netto są dużo większe. Pan Jeż nie jest naszym akwizytorem ani przedstawicielem, nie ma na sprzedaż sporządzonej z nim żadnej umowy, a sprzedawał – po dużo niższych cenach. Ta sprawa „śmierdzi” mi od początku kryminałem. Np. przyjeżdża pan Jeż, jego brat, ewentualnie jego pracownik np. w godzinach wieczornych, zrywają plomby, dają wykroje, zabierają produkcję, nie przechodzi to przez magazyn. Jest to całkowita niezgodność z obowiązującym obiegiem dokumentów. A propos produkcji – Spółdzielnia nie otrzymuje pieniędzy nawet na pokrycie w całości poborów szwaczy i krojczych (inne firmy za tę samą produkcję otrzymują dużo więcej). Nasi pracownicy pośrednio produkcyjni prawdopodobnie prasują wyroby z wszystkich placówek gdzie jest wykonywana praca dla tego pana, podobnie jest z pakowaniem oraz z poprawkami. Częste przywożenie wyrobów gotowych do poprawki w naszej Spółdzielni spowodowało, iż nasze krawcowe w sobie wiadomych miejscach zaczęły znaczyć wyprodukowane u nas wyroby. Nasze szwaczki jak się dowiedzieliśmy szyją najtaniej. Nie liczone są koszty dodatkowej energii elektrycznej, ogrzewania, itd., a koszty administracji to wg pana Jeża tylko pobory pracowników umysłowych. Których ilość podał znacznie przesadzoną, nie mówiąc już o tym, że nie powinno się do tego liczyć pracowników Przychodni Przyzakładowej tj. lekarzy, pielęgniarek, masażysty itd. gdyż na jej utrzymanie „idą” pieniądze z ulg, z Zakładowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Nie wspomnę już, że 2 lekarzy i 1 masażysta to jest dopiero 1 etat. Pan Jeż otrzymał dane o każdym pracowniku, mimo iż nie jest jeszcze właścicielem. Wykorzystuje trudną sytuację finansową pracowników, wiedząc, że nie otrzymują oni wynagrodzenia za pracę nawet od 6 miesięcy. Dzięki temu wykorzystuje osoby niepełnosprawne do pracy w nocy i w soboty, (czyli w godzinach nadliczbowych), obiecując im „ekstra” pieniądze za tę pracę. łamie prawo pracy pospołu z naszymi zarządzającymi. 
            Już ta ogólna część faktów daje dużo do myślenia: czy zarządzające bez korzyści materialnych posunęłyby się do tego stopnia ze swymi poczynaniami?, czy to nie jest celowe działanie, aby doprowadzić do upadłości firmy, żeby pan Jeż mógł kupić Spółdzielnię za przysłowiowe grosze?

Powrót do strony głównej POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ Powrót na stronę główną