Powrót do strony głównej POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ Powrót na stronę główną

      Od pewnego czasu społeczeństwo Limanowej bulwersują doniesienia na temat sytuacji Spółdzielni Inwalidów „Limanowianka”.

 

Likwidacja Limanowianki

      Jeszcze w ubiegłym tygodniu Firma ,,Igell" - pana Jeża nie posiadała nawet szyldu. Nie można tej firmy znaleźć ani w Panoramie Firm, a nawet w książce telefonicznej. Dziś stała się jedynym skutecznym w oczach trzech Likwidatorek ratunkiem dla „Limanowianki”. Jaka jest jednak prawda?

    Od 3 do 10 października br. wręczane były w Spółdzielni: rozwiązania spółdzielczych umów o pracę bez wypowiedzenia. Otrzymało je 85 osób, wszystkie o podobnej treści: „Rozwiązuję z Panem/Panią Spółdzielczą umowę o pracę bez wypowiedzenia z dniem 10.X.2001 r. Zgodnie z Art. 7a Ustawy ...” (numer Ustawy pozostawał tajemnicą dla pracowników i już sam ten fakt sugerował brak zgodności z prawem pracy). Nie zaznaczono tytułem, jakiej Ustawy... są zwalniani pracownicy. Jak się później okazało chodziło o: art. 7a Ustawy z dnia 28 grudnia 1989 r. z późniejszymi zmianami o szczególnych zasadach rozwiązywania z pracownikami stosunków pracy z przyczyn dotyczących zakładu pracy oraz zmianie niektórych ustaw.

    Z tej formy zwolnienia, pracodawca może skorzystać  tylko w kilku wypadkach tj. w przypadku likwidacji, upadłości i braku środków na wynagrodzenia dla pracowników. Pracodawca, w tym przypadku Likwidator, może rozwiązać stosunek pracy bez wypowiedzenia, pod warunkiem niezgłoszenia sprzeciwu, w terminie 5 dni od otrzymania zawiadomienia o zamierzonym rozwiązaniu sto­sunku pracy. W tym przypadku wszelkie nie zaspokojone należności pracownicze podlegają zaspokojeniu w trybie natychmiastowym.  Podlegają zaspokojeniu w trybie natychmiastowym wszędzie, ale nie w tej Spółdzielni. Warunkiem jest, aby wszystkie trzy przesłanki, w tym wypadku likwidacja zakładu, brak środków na wynagrodzenia i niezgłoszenie sprzeciwu przez pracownika, wystę­powały łącznie. Brak którejkolwiek z nich powoduje powrót do zasad ogólnych zawartych w ustawie. Z tego trybu zwolnienia (mimo nie spełnienia wszystkich kryteriów) skorzystało 34 osób, które nie napisały sprzeciwu. Pozostałe 51 osób sprzeciwiło się temu trybowi rozwiązania umowy o pracę. Żaden z pracowników zwolnionych nie otrzymał do tej pory należności pracowniczych podlegających zaspokojeniu w trybie natychmiastowym. W każdym konkretnym przypadku Art. 7a dopuszczona jest możliwość rozwiązania umowy o pracę bez wypowiedzenia, jak wspomniałem pod warunkiem, że pracownik nie złożył sprzeciwu, co powoduje niemożność rozwiązania łącznego strony stosunku pracy w tym szczególnym trybie, w terminie pięciu dni od otrzymania zawiadomienia o planowanym rozwiązaniu stosunku pracy. W każdym konkretnym przypadku musi to jednak stanowić indywidualną i suwerenną decyzję zainteresowanego. O zamiarze rozwiązania stosunku pracy, pracodawca powinien także powiadomić na piśmie zakładową organizację związkową, która ma pięć dni na zgłoszenie swojej opinii. Pracownikowi, który wyraził zgodę na rozwiązanie umowy o pracę bez wypowiedzenia przysługuje, niezależnie od odprawy (art. 8 ustawy ww. odszkodowanie w wysokości wynagrodzenia za okres wypowiedzenia. Zakładowa organizacja związkowa po otrzymaniu zawiadomienia pracodawcy, ma czas na zgłoszenie umotywowanego zastrzeżenia w terminie 5-dniowym. Liczy się w dniach kalendarzowych, poczynając od dnia następnego, po dniu otrzymania przez zakładową organizację związkową zawiadomienia o zamierzonym wypowiedzeniu, a gdy koniec tego terminu przypada na dzień ustawowo wolny od pracy, upływa on dnia następnego. Wszystko eliminuje równoczesne zawiadomienie organizacji związkowej o rozwiązaniu umowy o pracę i wręczenie pracownikom pisma rozwiązującego umowę o pracę. Pismo Likwidatorek powinno zawierać dokładne pouczenie w tej sprawie.  

 

WIELU Z NAS, ZOSTAŁO OSZUKANYCH - STAWIAJĄC NA NIEWŁAŚCIWYCH LUDZI

 

        Panie Likwidatorki w miesiącu październiku br. zwolniły 34 osoby twierdząc, że chcą uratować Spółdzielnię. Tylko, jakimi kryteriami się one kierują? Na pewno nie – rozwagą, gdyż zwalniają osoby najsłabsze, członków Spółdzielni – długoletnich pracowników i fachowców. Zwalnia się ze Spółdzielni: matki samotnie wychowujące dzieci, kobiety w ciąży i osoby niepełnosprawne.

        Najtrudniejszą sytuację mają ludzie najbiedniejsi, osoby niepełnosprawne, które mają szansę otrzymania pracy jedynie w zakładach otrzymujących dofinansowanie z budżetu państwa. Niejednokrotnie zatrudnionym w Spółdzielni muszą pomagać domownicy, rodzina...

        Zarządzające Spółdzielnią już w sierpniu bieżącego roku poinformowały pracowników, iż nie kwestionują faktu zalegania z wypłatami należnego wynagrodzenia i tym samym uznają roszczenia pracowników z tego tytułu. Sugerują, że zbędne jest tym samym wnoszenie do Sądu Pracy pozwów w celu uzyskania wyroku zasądzającego należne wynagrodzenie. Piszą, iż prowadzą zestawienie zawierające wykazy pracowników oraz wysokości należnych wynagrodzeń. Jednak nie tylko, że nie chcą informować pracowników o zaległych wynagrodzeniach, ale w przypadku złożenia do sądu i komornika wstrzymują wypłaty tzw. zaliczkowych wynagrodzeń (po 50 i 100 zł). Sytuacja ta zmusza niektórych pracowników do wnoszenia skarg do prokuratury, na szykanowanie pracowników i łamanie ich podstawowych praw pracowniczych, nie wypłacanie nawet zaliczek na poczet poborów u niektórych jeszcze za miesiące: marzec i kwiecień 2001 r. Nie wypłaca się im poborów mimo, iż otrzymali wyroki z klauzulą natychmiastowej wykonalności.

        Przed Sądem Pracy w Limanowej 17, 22 i 29 października br. odbyły się kolejne rozprawy z powództwa pracowników Spółdzielni Inwalidów „Limanowianka”, którym zakład pracy zalega z wypłatami wynagrodzeń i zasiłków, następne rozprawy odbędą się w listopadzie.

        Czy tak ma wyglądać ratowanie zakładu i pracy dla ludzi?

        Od czasu rozpoczęcia współpracy z firmą pana Bogdana Jeża ówczesny Zarząd Spółdzielni – obecne Likwidatorki zaprzestały całkowicie innej produkcji przez Zakład Odzieżowy, uzależniając się od zleceń - właściciela firmy „Igell” w Nowym Sączu. Firma ta zalega naszej Spółdzielni z płatnościami, co napędza jeszcze większe długi. Poza tym cała produkcja Zakładu Odzieżowego jest wykonywana poniżej kosztów. A nasza Spółdzielnia dopłaca do produkcji zlecanej przez pana Jeża. Firma ta  zatrudnia około 12 osób + kilku uczni. Nasuwa się pytanie, czy rozważnie, myślący człowiek, uzależnia istnienie całego zakładu pracy od jednej firmy, choćby była ona w dobrej kondycji finansowej. Aby odpowiedzieć na to pytanie nie trzeba być ekonomistą, ani nie musi się mieć ukończo­nych studiów z zakresu zarządzania. Działania Zarządu doprowadziły do tego, iż zaczęli odzywać się wierzyciele, na których telefony i pisma nikt nie odpowiadał, dlatego zaczęli przyjeżdżać do Spółdzielni. Nasz zarząd – „trzy dzielne Likwidatorki”, albo uciekały z budynku, albo się zamykały w innym pomieszczeniu. Gdy wierzyciele dzwonili, zawsze coś stawało na przeszkodzie. A to były zajęte, lub wyszły, albo też nie można się było z nimi połączyć. Wierzyciele próbowali podpisywać porozumienia, a gdy to nie dało po­żądanego efektu zaczęli zwracać się do komornika.

        O braku jakichkolwiek umiejętności zarządzania może świadczyć wypowiedź Waldemara Flügiela - Prezesa Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych w Warszawie np. w czasie pobytu 2 sierpnia br. w Tarnowie. Pisała o tym Gazeta Tarnowska  z 2001-08-03. „PFRON pomoże, ale z umiarem Bądźcie konkurencyjni Prezes Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych Waldemar Flügiel przyjechał do Tarnowa by poinformować o programie „Szansa”, który wspierał będzie firmy zatrudniające osoby niepełnosprawne. Z programu wydatkowane będą pieniądze m. in. na restrukturyzację przedsiębiorstw. Zakłady Pracy Chronionej powinny konkurować z innymi firmami i radzić sobie na rynku. Taka filozofia stworzy podwaliny do za­pewnienie bezpieczeństwa niepełnosprawnym zatrudnianym w zakładach. - Wiemy, że pracodawcy borykają się z wieloma trudno­ściami i coraz częściej pojawiają się problemy ze zwolnieniami pracowników. Nie tworzy to, dobrej atmosfery w środowisku ludzie niepełnosprawnych - mówił Waldemar Flügiel. - Chcemy pomagać tam, gdzie jest szansa na utrzymanie przedsiębiorstwa, jednak nie zamierzamy wyrzucać pieniędzy w błoto. Prezes mówił m.in. o nieprzyjemnych doświadczeniach z Zakładem Pracy Chronionej „Limanowianka”, która w ubiegłym roku uruchomiła wszystkie możliwe kontakty, aby uzyskać pieniądze z funduszu na restrukturyzację. Pieniądze zostały „przejedzone” i po pół roku firma upadła”. Choć na razie Spółdzielnia nie upadła lecz z dniem 17 września br. została postawiona w stan likwidacji, obawiam się, że zastraszająco powiększające się straty mogą na dniach doprowadzić do stanu upadłości.

        Wszystkie obietnice składane przez Zarząd – obecne Likwidatorki oraz pana Jeża, które do tej pory były przedstawione pracowni­kom okazały się wielkim kłamstwem. Największym chyba oszustwem, jak do tej pory, była obietnica pana Jeża w kwestii przejęcia przez niego Naszej Spółdzielni wraz z pracownikami. Obiecywał on, że zaraz na „drugi” dzień po ogłoszeniu procesu likwidacji wszystkim pracownikom da dalsze zatrudnienie oraz wypłatę zaległych poborów, sięgających nawet kilku miesięcy. Na razie skończyło się na obietnicach i zwolnieniach pracowników.

        Usługa wykonywana dla firmy pana Jeża, dla Spółdzielni nie pokrywa w całości poborów szwaczy i krojczych. Nasze szwaczki, jak się dowiedzieliśmy - szyją najtaniej. Nie liczone są koszty dodatkowej energii elektrycznej, ogrzewania... itd. Wykorzystuje się osoby niepełnosprawne do pracy w nocy i w soboty. Już ta, tylko ogólna część faktów, daje dużo do myślenia: czy to nie jest celowe działanie, aby doprowadzić do upadłości firmy, żeby nowy właściciel mógł kupić Spółdzielnię za przysłowiowe grosze? Mimo zainteresowania innych firm przejęciem Spółdzielni, zarządzające Spółdzielnią są zainteresowane tylko firmą pana Jeża, z innymi nie chcą rozmawiać. (...)

        Można zadać sobie kolejne pytanie. Ile strat musi ponieść jeszcze Spółdzielnia, ile spraw musi trafić do instytucji kontrolnych i sądu, aby Rada Nadzorcza i duża część członków Spółdzielni zrozumiała, co znaczy „uczciwość” i umiejętność w zarządzaniu, że słowo „uczciwość” to nie jedynie hasło i książkowa definicja. Zarządzającym trzeba, wręcz należy patrzeć na ręce.

        Zbyt wiele razy, zbyt wielu z nas zostało oszukanych, stawiając na niewłaściwych ludzi i dając im poparcie, teraz my za nich musimy się wstydzić.

               R.L.

(,,Gazeta Limanowska", Listopad 2001 r.)

Powrót do strony głównej POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ Powrót na stronę główną